21:20. Szpital. Każdy oddech jest cierpieniem. Pacjenci wyczekują pielęgniarki z nadzieją na przyjęcie morfiny, jeszcze nie wiedzą, że dzisiaj skończyły się zapasy. Przychodzi wesoła, pewna siebie kobieta w białym kitlu:

– I jak tam panie Paprocki? Schabowy z frytkami smakował? Wskazuje palcem na wiszący worek z odżywką.

– Kochana, w życiu lepszego nie jadłem! – Po tym zdaniu chwycił się za miejsce, w którym powinien znajdować się żołądek, wykrzywiając twarz w przeszywającym bólu. Poprawił stomię i zamknął oczy.

Pacjenci gwałtownie zapadają w ciężki sen, tak samo wybudzają się z niego. Młody, na oko 25-letni chłopak szybko podrywa się z łóżka, by zdążyć zwymiotować do łazienki. Nie ma czym, były to tylko zwodnicze, męczące torsje. Na sale pooperacyjną wchodzi mały chłopiec z babcią. Jeszcze nie wie czym jest cierpienie, skanuje wzrokiem wszystkich pacjentów, dotyka nowych przedmiotów, z fascynacja w oczach o wszystko dopytuje. Podchodzi do taty, chwyta za wątłą dłoń, ogląda z każdej strony, z wyraźnym smutkiem pyta się gdzie jest ten rak, którego hodował, bo chciałby go obejrzeć. W takich chwilach jak ta, egzystencja ludzka traci swą wagę i staje się nieznośnie lekka.

W tle słychać odgłosy śmiechu, radości i beztroski. W telewizorze jeszcze nie skończył się czas przewidziany odpowiednią ilością monet. Kabaret występujący na scenie bawi się równie dobrze, jak publiczność. Akurat odgrywają scenkę.

Młode małżeństwo wchodzi na scenę w podskokach, trzymając się za ręce i uśmiechając do siebie. Nagle przystają, uradowana żona pyta męża:

– Kochanie, czy mógłbyś wyrzucić śmieci? – mówi uśmiechając się zalotnie.

– Najdroższa, już dawno to zrobiłem!

Szybki zwrot akcji. Na scenę wkracza małżeństwo z 20-letnim stażem.

– Roman! Śmieci wyniesione?! – krzyczy żona w niebogłosy.

– A daj Ty mi spokój z tymi śmieciami… – odpowiada zrezygnowany mąż, przełączając kanał sportowy.

Kolejne małżeństwo. Na scenie starsza para, kobieta leży pod kołdrą. Uśmiecha się zalotnie do męża, kiwając zapraszająco głową:

– Chodź pod kołderkę, zobacz co dla Ciebie mam! – Szczerzy przy tym sztuczne zęby.

– yyyy… to ja może śmieci wyniosę! – odpowiada w popłochu.

Publiczność zaśmiewa się do łez, klaszcze, wiwatuje, macha do kamery. W tym samym momencie przeszywa mnie ogromy ból, ciarki chodzą po całym ciele, oczy robią się coraz bardziej szkliste. Spoglądam na pacjentów – leżą spokojnie, próbując wyrównać oddech. Od czasu do czasu wzywają Boga, pytają cicho dlaczego muszą tak cierpieć, dlaczego nie zabierze ich do siebie. Nie przeszkadza im odgłos telewizora, ani śmiech publiczności. Na sali jest już prawie ciemno, jedyne światło pochodzi z małego telewizora pod sufitem. Nikt nie protestuje żeby go wyłączyć.

Cierpienie wymaga więcej odwagi niż śmierć.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s