Obudziła się w środku nocy, cała zlana zimnym potem. Rozejrzała się wkoło, jest w swojej sypialni. W pierwszym momencie dostrzegła tylko rozdzierający mrok, ale po chwili oczy przyzwyczaiły się do przytłaczającej ciemności i potrafiła rozpoznać wszystkie kształty. Zajmowała tylko niewielką część dużego łóżka, odruchowo sprawdziła ręką czy jest w nim sama. Przesunęła się na środek, przyciągnęła poduszkę pod głowę i próbowała zasnąć. Gdy zaczęła odpływać, usłyszała ciche, jakby kocie kroki. Bała się poruszyć, oddychać, obejrzeć za siebie. Nie wiedziała co czai się w ciemnościach. Otworzyła oczy, ale ku swojemu zaskoczeniu nic nie widziała, z wyjątkiem czarnej przestrzeni z jasnymi, migoczącymi punktami. Nie potrafiła dostrzec kanciastych mebli, wielkiej rośliny w doniczce, ani nawet rogu poduszki, którą miała przed oczami. Leżała całkowicie sparaliżowana, gdy on zbliżał się coraz bardziej. Słyszała jego powolne kroki, szeleszczący oddech i ruch odkrywanej kołdry. Nie potrafiła się poruszyć ani o milimetr. Oddech miała przyspieszony, oczy szeroko otwarte. Pomyślała, że to tylko zły sen, pewnie zaraz się obudzi. Otwierała i zamykała na zmianę oczy, przekonana, że zaraz odzyska wzrok. Tymczasem on zbliżał się coraz bardziej. Leżała do niego tyłem, z podkulonymi nogami i rękami pod głową. Wyciągnął zimną dłoń i położył na jej tali. Wzdrygnęła się, od stóp do głów przeszyta strachem i czarnymi myślami. Co się teraz stanie? Czy zrobi kolejny ruch? Ręka zaciskała się coraz bardziej, pokrywając brzuch z szorstkimi ciarkami.

– Myślałaś, że nie przyjdę? – odezwał się nagle.

Jego głos brzmiał znajomo. Kiedyś już go słyszała, jednak teraz był bardziej poważny, męski… Można było usłyszeć lekką chrypkę. Z jego ust wydobywała się nieprzyjemna woń alkoholu i papierosów. Wtulił się w jej włosy, chłonąc świeży zapach szamponu. Przytulił się mocniej, obejmując nogą jej łydki. Ciało miał swobodne i silne. Długo czekał na tę chwilę.

Pogodzona ze swoim losem rozluźniła ciało, odetchnęła głęboko. Chciała coś powiedzieć, jednak poruszała tylko wargami. Gardło zaciśnięte do granic możliwości, spętane jakby grubym sznurem. Straciła głos. Czuła się bezbronna i słaba. Zaczęło świtać, powoli odzyskiwała wzrok. W akcie rozpaczy próbowała odwrócić się do niego przodem, żeby chociaż zobaczyć twarz swojego oprawcy. Osunęła się na plecy, na nic więcej nie było ją stać. Patrzyła się ślepo przed siebie w oczekiwaniu na ból. W tym czasie on powili przesunął rękę z jej brzucha ku górze, złapał ją delikatnie za twarz, na początku czule, potem coraz silniej, wykręcając jej nienaturalnie usta. Nagle złapał ją za gardło, w lekkim uścisku masując wypukłe migdałki. Jej gardło rozluźniało się coraz bardziej, oddech uspokajał, a oczy przymykały w powolnym wyciszeniu. Całkowicie poddała się dotykowi, nie próbowała się już bronić, nie myślała o tym co będzie dalej. Zaczęła odpływać, zdana na pastwę losu. Zniknął w mgnieniu oka, zostawiając pocałunek na przymkniętej powiece. Już dawno nie odwiedzał jej łóżka – ten sam Irracjonalny Lęk o własne życie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s