Poniedziałek. Punkt 9:00. Śródmieście. Samochody symetrycznie stoją, odbijając poranne promienie słońca. Środek lata. Dziękujmy bogom za klimatyzacje i Frappuccino ze Starbuksa. Korek rozciąga się od Ronda Dmowskiego aż po Hożą. Tramwaje rytmicznie suną po rozgrzanych szynach, ludzie prawie mdleją, omyłkowo zamiast klimatyzacji działa ogrzewanie. Zimny pot spływa po czołach zlepiając grzywki świeżo wymodelowanym fryzurom. Powietrze pachnie rozgrzanym asfaltem i poranną delirką. Tłum przemierza chodniki Marszałkowskiej, szerokiej na cztery pasy. W takt obcasów policjantka kieruje ruchem. Spogląda z zażenowaniem na chłopca uciekającego z szeregu. Chłopiec po chwili potulnie wraca na swoje miejsce. Prawa, lewa, prawa, lewa. Stop. Chodnik również zakorkowany. Wszystkie pasy zablokowane. Słychać szepty z tłumu: co się stało? Dlaczego nie idziemy?

– To ten mężczyzna! – ktoś krzyknął z przodu.

– Jaki mężczyzna? – odpowiedział tłum.

– Szedł z przodu, w garniturze, z elegancką teczką. Niby równo, tylko trochę kulał. Aż tu nagle zatrzymał się w połowie kroku. I upadł. Twarzą do ziemi. Chodźcie, sami zobaczcie!

Tłum z równego prostokąta przybrał kształt koła, ogromnego koła z centralną pustą przestrzenią. W środku leżał on. Brzuchem do ziemi, biała koszula przybrała barwę brunatną. Nogi symetrycznie leżały wzdłuż ciała. Ręce swobodnie rozrzucone. Oczy skierowane na kiosk Ruchu, na twarzy widać było lekki grymas bólu. Ani przystojny, ani odrażający. Po prostu mężczyzna. Jedynie przekrzywiona brew nadawała mu uroku, a mała blizna na brodzie – nutkę perwersji.

– Znałem go. Pracowaliśmy razem w Mordorze – powiedział rudy mężczyzna z kozią brudką – zwolnili go, potem chciał rozkręcić własny biznes, ale nie wiem jak mu poszło… W każdym razie dobry był z niego kumpel, nie raz przygrzaliśmy trochę przy weekendzie. A jaką miał żonę! Długo by opowiadać…

– Ja też go znałam – odrzekła kobieta z wózkiem – Ta żona zdradziła go z jego własnym księgowym!

– A co też pani opowiada!

– Wiem co mówię, rozpił się potem niemiłosiernie. Ledwo go pozbierali! Niech Pan spojrzy na jego twarz – cała czerwona, widać że alkus.

– A tak dobrze się z nim piło… Był chłop, nie ma chłopa – odpowiedział zrezygnowany.

– Chyba już nic biedak nie wypije, umarł chyba co? – ktoś wtrącił z tłumu.

Mały chłopczyk podbiegł do leżącego mężczyzny, szturchnął lekko patykiem w nos. Zaśmiał się głośno.

– Zostaw pana! – krzyknęła matka – jeszcze cię uderzy!

Z tłumu wystąpił niski, masywny mężczyzna z twarzą hydraulika. Wyglądał jak klon Mario Bros z czerwona czapką i zawiniętymi wąsami.

– A co też państwo opowiadają! Nie umarł, zobaczcie, oczy ma otwarte. Tłum przechylił równo głowy – Potknął się facet na chodniku i leży jak długi. Taka ta kostka równa, że każdy mógłby się wyłożyć. Może ładnie wygląda, ale pożytku żadnego, źle się chodzi, człowiek czasem gubi kroki. A wiecie drodzy państwo przez kogo to tak wygląda? Przez nasz rząd mili państwo. Tak! Przez rząd! Trzeba odsunąć świnie od koryta, bo wszystko wyżrą! Tfu!

– A niech pan idzie w cholerę z tymi teoriami. Przecież widać, że umarł na alkoholizm – oburzyła się brunetka z małym pieskiem – gdyby dawano ludziom wszystko o czym marzą to by nie pili alkoholu, somy by nie jedli. A powiem państwu, że ja znam prawdziwą historię tego mężczyzny. Żadna żona, żaden księgowy. Rozpił się bo poznał piękną kobietę, a ta okazała się jego siostrą bliźniaczką rozdzieloną jak był małym berbeciem. Wyobrażacie sobie?! Spał z własną siostrą! Chyba każdy by się rozpił.

– Ale pani głupoty wygaduje – wtrącił młody, przystojny mężczyzna z twarzą prawnika – chodziliśmy razem do podstawówki i faktycznie miał siostrę bliźniaczkę, ale byli razem wychowywani od małego.

– Tym gorzej! To już świadome kazirodztwo! – krzyknęła brunetka z małym pieskiem.

– Taaaak? – podchwycił starszy pan w białym kapeluszu i lnianym garniturze – a gdzie pan chodził z nim do tej podstawówki?

– A do piątki w Giżycku. Toż to chłop z mazur!

– Tak się składa drogi chłopcze, że uczyłem go matematyki. W dziesiątce w Grójcu. Udowodnię wam drodzy państwo: widzicie tę bliznę na brodzie? Jako 8 – letni chłopiec bawił się z kolegami skacząc z kontenera na stare materace, pewnego razu skoczył niefortunnie, trafił na wystającą sprężynę i wywinął orła. Upadł twarzą prosto na żwir. Szorowali mu potem ręce z tego żwiru. Bo wiecie państwo, to kłopot z tym żwirem, małe drobinki wchodzą pod skórę i nie wydłubiesz, musisz pumeksem skrobać. Twarzy mu nie obskrobali, to ma blizny gdzieniegdzie. Takie wydarzenia rzeźbią nasze twarze.

– Dziwna sprawa, ja poznałam go w Sopocie kilka lat temu… – odezwała się nieśmiało kobieta z kręconymi włosami – Opowiadał mi historię z tą blizną, nie słuchałam zbyt dokładnie, myślałam wtedy co tu zrobić, żeby mnie pocałował… Ale on gadał i gadał. Pamiętam tylko, że coś z kolegami przeskrobał i bawił się na śmietniku, więc chyba Pan ma rację. Ale on z Gdyni pochodził, a nie z Giżycka!

– A cóż to za różnica droga Pani? – stwierdził matematyk. Jeżeli chce się naprawdę żyć, to nie można mieć stałego miejsca zamieszkania, nie wolno mieć swojego schronienia, trzeba płynąć wraz z życiem…

– Patrzcie go! Nie dość, że matematyk to jeszcze filozof! – odezwał się ktoś z tłumu.

Leżącemu mężczyźnie zaczęła spływać stróżka śliny z ust.

– To obrzydliwe! – krzyknęła kobieta z małym pieskiem – nie dość, że tak leży i brzydko pachnie, to jeszcze ślina mu leci. Może ktoś go stąd zabierze?

Tłum rozproszył się na boki. Niektórzy przechodzili nad leżącym mężczyzną, jedna kobieta zahaczyła wysokim obcasem o jego palec. Krew sączyła się kropla po kropli.

Mężczyzna wstał, otarł ślinę, otrzepał garnitur i wytarł krew o spodnie. Podszedł do kiosku: Marlboro Lights proszę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s