***

Siedział pochylony nad kartką papieru, niezdarnie rozmazując plamę niebieskiego tuszu. Spojrzał na duży ścienny zegar. Gdzie ona jest? Dlaczego nie przychodzi? Otworzył okno, do pokoju wleciał ciepły podmuch wiatru, niosąc delikatną woń majowych kwiatów. Pogoda była piękna. Bez zastanowienia złapał duże słuchawki nauszne i wybiegł z domu. Miał coraz mniej czasu na ukończenie książki, więc postanowił zmarnować go jeszcze bardziej. I tak nie był w stanie pisać, więc poszedł jej szukać. Szedł przez miasto, z rękoma w kieszeni i słuchawkami na uszach. Muzyka dodawała mu siły, wyzwalała emocje, pieściła zmysły. W mniej niż pół godziny dotarł na miejsce. Park Wyszogrodzki wydawał się być o wiele piękniejszy niż jesienią. Kwiaty pomiędzy alejkami zachwycały kolorami i wonią. Drzewa zazieleniły się z całych sił, sprawiając wrażenie potężniejszych niż zazwyczaj. Nagle zobaczył ją, siedziała pod drzewem w długiej granatowej sukience, blond kosmyki opadały jej na blade ramiona i dekolt. Była z mężczyzną o wesołych oczach i krzywym uśmiechu. Szeptała mu coś do ucha przygryzając lekko płatek. Mężczyzna uśmiechał się natchniony i zapisywał jej słowa.

A więc to tak, znowu jest z innym. Tym razem nawet tak bardzo nie zabolało, przyzwyczaił się do tego, wiedział, że nie może jej mieć na własność. Gdy odchodził zrezygnowany poczuł wzrok na plecach, odwrócił się i spojrzał na nią. Uśmiechnęła się zalotnie, nie odwzajemnił.

Wrócił do domu, wiedział, że przyjdzie do niego w nocy. Czekał do północy, aż wreszcie położył się do łóżka. W pewnym momencie obudził go trzask zamykanych drzwi. Przemierzała jego kawalerkę prawie na czworaka, nie mogąc utrzymać równowagi. Pachniała alkoholem i deszczem. Zapalił światło, zaśmiała się spontanicznie.

– Gdzie byłaś tyle czasu?! – krzyknął szeptem.

– Nie denerwuj się kochany, wiesz, że byłam z kimś innym – powiedziała zawadiacko. Ale wróciłam.

– Nie wytrzymam tego dłużej.

– Wytrzymasz. Nie możesz beze mnie żyć. Wsiąkłam w ciebie jak enzym istnienia, zostawiłam blizny cierpienia i pustkę oczekiwania. Wypełniam cię po same brzegi…

Zrzucił kołdrę jednym ruchem i upadł na kolana – Zostań! Porzuć ich wszystkich, bądź tylko moja, potrzebujesz mnie równie mocno jak ja Ciebie! Wyjedziemy stąd, do innego kraju, nie będziemy się przed nikim tłumaczyć. Bądźmy szczęśliwi…

Zaśmiała się podle. Wstała niezdarnie, odgarnęła włosy z czoła i wycedziła:

– Nie jestem niczyją własnością.

– W takim razie już nie wracaj! Idź, rozkochaj kogoś innego, szlajaj się po nocach, szukaj schronienia, pij gdzie indziej! Rzucił jej torebkę i płaszcz pod drzwi – wynoś się stąd!

Wyniosła się.

Rano żałował. Dzień na przetrwanie. Wróci? Nie wróci? Szukać czy czekać?

Cały dzień snuł się bez celu po swej małej, obskurnej kawalerce. Czekał do północy. Wypił kilka piw. Układał w głowie scenariusze. Widział ją oczyma wyobraźni. Jak siedzi przy nim, parzy herbatę, uśmiecha się życzliwie. Na palcu błyszczy wielki pierścionek, ona obiecuje mu wierność i miłość aż do końca. Wiedział, że to się nie wydarzy, ona jest inna. Specyficzna.

Ocknął się zaskoczony. Stała przed nim w białej, cienkiej halce. Nie było widać jej ciała, a jednak wszystko był w stanie dokładnie opisać. Pragnął jej jak nigdy przedtem. Wślizgnęła się szybko do ciepłego łóżka, okryła swoim ciałem.

– Wróciłaś…

– Wróciłam. Teraz po prostu pisz.

Wena – szepnął do siebie – jest kobietą upadłą.

***

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s