Wyobraźcie sobie dziecko, któremu podano narkotyk. Jego ciało i umysł go teraz potrzebuje. Bez niego, życie przypomina tylko cierpienie i ból. Otoczenie kontroluje dawki narkotyku, a dziecko jest już całkowicie poddane jego woli. Ludzie mogą zrobić z nim wszystko. Gdy dorasta musi sam zdobyć swój narkotyk. Niektórzy są tak pochłonięci szukaniem go, że nie zauważają świata jakim jest naprawdę, a innych traktują jak zagrożenie dla swojego narkotyku. Nie widzą ludzi, tylko szanse na przyjęcie dawki. Ten narkotyk nosi nazwę: pochwała, aprobata, sukces, uznanie.

***

Czytając niektóre z moich tekstów możesz odnieść wrażenie, że patrzę na ludzi przez pryzmat ich niedociągnięć, kompleksów, ukrytych żalów. Tymczasem odbieramy ludzi tak, jak nam się przedstawiają, często nieświadomie wywlekając na wierzch swoją ciemną stronę. Nie odbywa się to w formie: „Cześć, jestem Andrzej, nie radzę sobie z syndromem Piotrusia Pana”. Ludzie z reguły będą dążyć do zamaskowania swoich niedociągnięć, podkreślając antagonistyczne cechy. No i w tym właśnie miejscu mają pole do popisu. Kreatywność w ukrywaniu swoich kompleksów nie ma granic. Na pewno znacie kogoś bądź widzieliście na filmach amerykańskich w jaki sposób osobniki ludzkie dążą do wyrównania strat moralnych, jakich doznali będąc lekceważeni, pogardzani czy spychani na margines. Zawsze ujma na honorze musi otrzymać swoją rekompensatę. A jaki jest na to najprostszy sposób? Oczywiście przeradzając w czyn „jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”. W myśl tej zasady ludzie często nieświadomie, bądź z wyrachowania dążą do umniejszenia wartości innych, napawając się swoją wielkością i siłą.

Ludźmi rządzą ich kompleksy. Często można to dostrzec podczas dyskusji o różnicach światopoglądowych, ludzie są niepewni siebie, przekrzykują rozmówcę, szukają sojuszników i potwierdzenia swoich teorii. Nie potrafią przyznać się do błędu, pochwalić kogoś za dobrą argumentację, dopytać o źródło poglądów i wierzeń. Każde zaprzeczenie i podważenie argumentów traktują jak zamach na ich autorytet. A wystarczy tylko być głodnym świata i otwartym na ludzi. Tylko tyle. Co jest ciekawego w zamykaniu się w swoim małym świecie? Bezpieczeństwo. Chcemy widzieć uporządkowany, logiczny, przewidywalny świat. A jeszcze lepiej byłoby oglądać go przez dziurkę od klucza albo przewijać nieprzyjemne momenty jak taśmę filmową.

Ludźmi rządzi ich niska samoocena. Ale to zawsze Ty decydujesz, co z tym zrobisz. Jeżeli Twoje „ja idealne” znacznie odbiega od rzeczywistości, najlepsze co możesz zrobić to zdać sobie z tego sprawę. A także pracować nad tym i kontrolować swoje odruchy, bo najgorsze co możesz zrobić to zrekompensować swoje niedociągnięcia kosztem innych. To się zwyczajnie nie opłaca, bo tylko chwilowo poczujesz się lepiej, a krzywdząc drugą osobę dodatkowo stracisz w jej oczach.

Myślę, że większość z nas jest z rodzaju tych niedowartościowanych. Niegdyś nie było tak rozległej wiedzy na temat wychowania dzieci. Dzięki temu często jesteśmy poskładani z toksycznych doświadczeń i niespełnionych ambicji. Najbardziej destrukcyjną moc mają negatywne komunikaty słyszane z ust najbliższych typu „nigdy nic ci nie wychodzi”, „nie potrafisz niczego załatwić porządnie” itp. Takie komunikaty są jak wgrana w umysł płyta, która uruchamia się i przewija wciąż na nowo w dorosłym życiu.

Najwięcej możemy obserwować tzw. emocjonalnych sierot, których potrzeba uwagi nie została zaspokojana. Nie czuły się doceniane, akceptowane, nigdy dostatecznie w centrum uwagi. Wciąż było za mało – bliskości, ciepła, uwagi. Jeżeli w porę nie uświadomimy sobie tego typu zależności, to skończymy z plakietką na szyi „Nie liczę się”, „Nie zasługuję na miłość”, „Jestem nic nie wart”.

Jednak niekiedy nie potrafimy sprostać wysokim wymaganiom stawianym przez otoczenie. Chcemy zadowolić wszystkich wkoło. Często myślimy, że jak uszczęśliwimy rodziców, partnera, znajomych to dopiero poczujemy spełnienie. A gdzie miejsce na własne przyjemności i potrzeby? Jeżeli koncentrujemy się na spełnianiu oczekiwań innych ludzi to przestajemy słuchać siebie. Uzależniamy swój nastrój od poziomu zadowolenia drugiej osoby, często bierzemy odpowiedzialność za jego smutek.

Samodzielne rozprawianie się z demonami przeszłości bywa trudne, jednak najważniejsze jest uświadomienie sobie z czego wynika nasze zachowanie, bo może przyjść taki moment w naszym życiu, kiedy uświadomimy sobie, że rzeczywistość nie jest taka, jaką sobie wymarzyliśmy. Zdajemy sobie sprawę, że nie chcieliśmy wyjść z zaślepienia, utopii, iluzji życia. I co wtedy?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s