Stanął przed jej drzwiami, spojrzał na wycieraczkę z prowokacyjnym napisem „to znowu ty?”. Zawsze się uśmiechał patrząc na nią. Gdyby wycieraczkom nadawano imiona, to ta nosiłaby imię jego kochanki, tak samo zadziorna i smutno-śmieszna. Głęboki wdech, wydech. To nie będzie miła rozmowa, a właściwie pożegnanie. Te nigdy nie są przyjemne, ale niekiedy konieczne. Zapukał do drzwi, raz, drugi. Nikt nie odpowiadał. Nacisnął na klamkę i wszedł do środka. Stanął w progu, zobaczył ją, stała przy kanapie w salonie, trzymała w dłoni kieliszek czerwonego wina. Wyglądała pięknie – długie ciemne włosy, czerwone usta, opalone ciało. Miała na sobie tylko krótki, czarny szlafrok z delikatną koronką. Tworzyła obraz poważnej, wyniosłej kobiety, która nie ma nic do stracenia. Wydawała się być opanowana, jednak po chwili, dopijając ostatni łyk wina, ze wściekłością w oczach rzuciła w niego pękatym kieliszkiem. W ostatniej chwili odbił od siebie szkło, które rozleciało się na małe kawałki. Krew. Mała rana na dłoni.

– Zwariowałaś?! Chcesz mnie zabić? – wrzasnął z przejęciem.

– Gdyby nie groziło mi więzienie, zrobiłabym to bez wahania – powiedziała, cedząc słowa beznamiętnie.

Wiedział, że to prawda. Wiedział jak bardzo go kocha. Wiedział, że nie mogą być razem. Na dodatek to on wszystko zaczął – zabiegał o nią, kupował kwiaty, dzwonił w każdej wolnej chwili, myślał bez przerwy o jej słodkich ustach i wymownym, zimnym spojrzeniu. Jego żona, artystka, wiecznie zabiegana i zamyślona, niczego nie podejrzewała. Krucha, łatwowierna, naiwnie szczera. Nie mógł już dłużej tego robić. Tłumaczył, że to było silniejsze od niego, popłynął, przepadł na chwilę, ale wraca. Zawsze wracał.

– Wiesz po co przyszedłem – zrobił krok w jej stronę.

– Ty idioto. Nie potrafisz nawet załatwić sprawy do końca. Wiem, co chcesz powiedzieć: „to już koniec, nie mogę tego dłużej robić, mam żonę, jestem odpowiedzialnym facetem…” bla bla bla. Tak, o to chodzi?

– Proszę, nie ironizuj. To dla mnie trudne.

– A dla mnie jeszcze trudniejsze! Zmarnowałam kilka lat dla Ciebie! Zerwałam z nim, poświęciłam swoją przyszłość. A Ty? Jesteś tchórzem!

Pod ręką miała już tylko stos poduszek na kanapie, zaczęła rzucać w niego po kolei, chciała go zranić, zniszczyć, zabić. Tak bardzo go kochała.

– Uspokój się! – Pobiegł do niej szybko, złapał za ręce. Wyrywała się, rzucała głową na boki jak rozwścieczone zwierzę – Boże, jaka ona piękna – pomyślał. W końcu poddała się, nie miała siły już walczyć. Nadal trzymał ją za ręce. Spojrzeli na siebie, zdyszani. Rzucili się sobie w ramiona, przylgnęli wargami, gorącymi ciałami. W amoku – pięknym, namiętnym szale uniesień. Zdarł z niej szlafrok, nadrywając kawałek rękawa. Rzucił na kanapę. Ona – bezbronna, spragniona. Nie potrafiła mu się oprzeć. Silnymi ramionami zamknął ją w uścisku. Wdech, wydech. Coraz mocniej i silniej. Pchnięcie, jedno, drugie, trzecie… Krew. Spływała jej po udzie. Rana na dłoni otworzyła się, spływając lepką cieczą po nadgarstku, przechodząc na jej ciało… Ostatni wydech.

Zostawił ją. Wyszedł. Kopnął w śmietnik.

Spojrzał na swój samochód. Długa rysa na krwistym lakierze. Szlag by to trafił. Pędził do domu jak szalony, nie wiedział co robić, chciał tylko pomyśleć chwilę w samotności, napić się whisky, odpocząć… Zaparkował przed domem. Coś jest nie tak. Czarny SUV żony stał krzywo zaparkowany na trawniku, prawie wbity w furtkę, nawet nie wjechała do garażu. Spojrzał na uszkodzony prawy reflektor, samochód otwarty. Co do cholery się stało? Miała wrócić później.

Wbiegł do domu. Stanął w progu, zobaczył ją, siedziała skulona przy kanapie w salonie, trzymała w dłoni biały ręcznik – cały we krwi. Trzęsła się, patrzyła martwo w jeden punkt. Rękaw jej czarnej sukienki był naderwany, wystawało tylko kościste ramię. Krew. Spływała jej po udzie. Na ten widok serce podeszło mu do gardła, sparaliżowało ciało i odjęło mowę. Spojrzał pytająco ze łzami w oczach, podniosła na niego wzrok, otworzyła usta – zostałam zgwałcona.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s