Rozpoczynając swoją zawikłaną blogerską karierę obrałam sobie za cel dostarczanie czytelnikom impulsów do refleksji w kwestii szeroko pojętych problemów społecznych i osobowościowych, a nawet psychologicznych, które w sposób nieuświadomiony mogą determinować nasze wybory. Pragnęłam komentować zjawiska społeczne jednocześnie poddając je próbie racjonalizacji, nie zawsze zajmując okeślone stanowisko – zawsze wołałam postawić się w sytuacji omawianych skrajnych stron i próbować odgadnąć motywy ich postępowania. Chciałam przedstawić Wam alternatywę wobec wszechobecnej propagandy medialnej. Ale przede wszystkim pragnęłam podkreślać przy każdej sposobności, że nic nie jest jednoznaczne w świecie, a zmiana swojego stanowiska czy zdania nie jest upadkiem autorytetu, a mądrością samą w sobie, charakteryzującą ludzi otwartych, elastycznych i ciekawych świata. Nie ukrywam. że ten blog miał też dla mnie cel rozwojowy. Dzięki niemu ćwiczę otwartość emocjonalną, wyrażanie myśli, konstruowanie spójnych argumentów i ciągu myślowego.

Teraz siedzę sobie i myślę po co to wszystko. Na pewno czasami czujecie, że coś jest nie tak i próbujecie ustalić przyczyny kryzysu. No właśnie – słowo kryzys jest teraz w modzie, każdy ma jakiś kryzys, wszędzie możemy go dotknąć, posmakować, podsycić, umniejszyć, ominąć czy choćby pieprzyć. Kryzys może być osobisty, emocjonalny, finansowy, prozaiczny itd.

Mój jest z gatunku namacalno – prozaicznych. A winna jest wszystkiemu Dorota Wellman. Tak, niestety – tym razem nie obwinię siebie, swoich hormonów czy wczorajszego kaca. Wspomniana miła dama prowadzi wraz z Pauliną Młynarską program „Miasto kobiet” w TVN Style. I co z tego? Ano obserwując stronniczość, twarde poglądy oraz emocjonalne sądy prowadzących, coraz bardziej jestem przekonana o nieuchronności pewnego zjawiska jakim jest upadek polskiego dziennikarstwa… Na dodatek Pani Dorota jest uosobieniem wszystkich cech, które nie powinna mieć zdrowa, dowartościowana kobieta. Jej agresja i impertynencja sięga coraz dalej i coraz głębiej, jednocześnie wpędzając mnie coraz dalej i głębiej w czarną dziurę rozpaczy. Pewnie powiesz, że nie muszę jej oglądać ani słuchać, ale problem w tym, że ta miła pani jest tylko narzędziem, którym operuję, aby pokazać pewien mechanizm.

Mnie, jako blogerce wolno zaprosić do dyskusji innych blogerów, angażować czytelników, a nawet obrażać obydwie strony, zarzucać im sztywność myślenia, próbować wpłynąć na ich zdanie, czy przeprowadzać mini eksperymenty. Oczywiście tego nie zrobię, bo mam swój wewnętrzny system moralny, wrażliwość, szacunek do siebie i innych. Natomiast dziennikarza obowiązuje coś takiego jak kodeks etyczny, który mówi o jego powinnościach i społecznej odpowiedzialności. Przede wszystkim dziennikarz ma za zadanie relacjonować fakty, poszukiwać prawdy, a przede wszystkim pomagać odbiorcom w zrozumieniu otaczającego świata, jako łącznik informacyjny. Nie może kierować się interesem osobistym i ulegać władzom politycznym. Z tego właśnie powodu śmiem twierdzić, że w Polsce pozostało niewielu dziennikarzy, a zastępują ich jedynie pracownicy mediów.

Wśród całej rzeszy dziennikarzy manipulujących faktami brakuje ludzi, którzy starają się dociec prawdy, nie dobierając argumentów pod z góry założoną tezę. Cierpię na niedosyt osobistości, od których będę mogła się uczyć, szanować ich zdrowy rozsądek i bezstronność. Tymczasem osoby, które są dla mnie autorytetem już nie żyją. Mam dość tych samych przejętych twarzy, które zadają wciąż te same pytania sugerujące odpowiedź: Czy Putin chce opanować świat (Gazeta Wyborcza)? Czy Polska jest gotowa na kobiety które lubią seks (Joanna Keszka w TVN Style)?

Czy to już jest znak czasów? Zamiast konstruktywnej dyskusji, która jest obecnie sztuką i to nie łatwą, uczymy się zgrabnego lawirowania, manipulacji faktami i maskowania kompleksów. W rozmowie nie staramy się poznać stanowiska drugiej osoby, dowiedzieć czegoś nowego, skonfronować racje i poglądy, a wręcz przeciwnie: nierzadko czekamy tylko na to aż rozmówca skończy, by oznajmić światu jakie jest nasze stanowisko. Próbujemy być na siłę wielcy, nieomylni, poczuć się doceniani i uwielbiani. Brakuje w tym wszystkim mądrości, głębi i chwili zastanowienia nad sobą. Ten mały potwór, który w nas siedzi, ciągle krzyczy by nakarmić to wiecznie łakome ego.

Chcę znowu odkryć coś bądź kogoś, kto poruszy, zmusi do namysłu i refleksji, pokaże świat takim, jakim go jeszcze nie widziałam. Jeżeli Wy, drodzy czytelnicy rozumiecie mnie choć w ułamku i poczuliście ostatnio to, czego jestem głodna, to daję Wam niepowtarzalną szansę spamowania nazwiskami dziennikarzy, blogerów, pisarzy, którzy są w stanie odpowiedzieć na moje potrzeby, a (być może) Wam na poniższe pytania:

Czy poczuliście ostatnio coś, co Wami wstrząsnęło (i nie mam na myśli urazu mózgu)?

Czy dostrzegliście coś, co pozwoliło Wam odkryć swoje drugie ja (i nie mam na myśli ’50 twarzy Greya’)?

Czy przeczytaliście coś, dzięki czemu mogliście przewartościować własne życie (i nie mam na myśli ‚Mein Kampf’)?

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s