Zdradziłam Go, dla innego. Chwila słabości, zapomnienia. Zostawiłam w połowie zdania, odłożyłam na później. Nie myślałam już o Nim. Upadłam w ramiona innego.

A potem umarł.

Wróciłam do Jego myśli i wspomnień. Z chwilą śmierci Jego słowa mają dla mnie jeszcze większą wartość. Bo wiem, że już nic nie powie, nie uświadomi, nie poruszy. Pozostaje mi tylko przewijać w koło te same zdania, odtwarzać na nowo.

Dzisiaj powróciłam do Jego przerwanych niedawno słów:

„Bo mnie realnego, biologicznego, z adresem i życiorysem, w ogóle nie ma. Żyję w was jak wirus, wirus moralny lub jak bakteria sumienia. A może jednak enzym występku. Chodzi o to, proszę pani, że jestem nieobecny, raczej, że nie istnieję. Słyszy pani teksty z głośnika, zabłąkane z eteru fale, przez nikogo celowo nie nadane, po prostu jakieś echa, rykoszety waszych fal, monotonne mormorando z boskiego gardła (…)”

Mała Apokalipsa, Tadeusz Konwicki

zdjęcie: Kronika wypadków miłosnych, www.cultura.sibiu.ro
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s