Ten wpis jest na temat przekraczania granic, tych mentalnych i geograficznych, a także o konsekwentnym dążeniu do celu i strachu przed spełnianiem marzeń. Motywacją do jego napisania była historia pewnej podróżniczki. Zastanawialiście się kiedyś co sprawia, że niektórzy ludzie chcą wyruszyć w samotną podróż dookoła świata?

Anna Nadia Bandura to młoda blondynka, która postanowiła samotnie zwiedzić świat. Przez dwa lata zbierała pieniądze na ten cel, pracując na etacie, grając na gitarze na krakowskim rynku, a także zarabiając jako kelnerka w norweskim Hard Rock Cafe. Zaplanowała odwiedzić: Indie, Tajlandię, Kambodżę, Wietnam, Laos, Chiny, Indonezję, Australię, Nową Zelandię, Malezję, Meksyk, Gwatemalę, Ekwador, Peru, Chile, Boliwię, Argentynę i Brazylię. Jej historia aż tak mnie pochłonęła, bo wszystko co robi jest mi zupełnie obce. Pokona tysiące kilometrów, będzie żyć w zupełnie obcym i niepewnym otoczeniu, nie będzie mieć żadnej bliskiej osoby obok siebie, będzie daleko od domu, zupełnie sama. Wczoraj wyruszyła w podróż swojego życia.

Jej pytanie „co sprawia, że wstajesz każdego dnia?” odbijało się echem przez kilka następnych godzin od poznania jej historii, krążyło od jednego ucha do drugiego. Wielokrotnie zadawałam sobie to pytanie i wielokrotnie udzielałam na nie odpowiedzi, jednakże w obliczu obranego przez nią celu, który właśnie spełnia, poczułam się nagle mała i zagubiona. Gdy już otrząsnęłam się ze schizofrenicznej walki mojego umysłu, zaczęłam się zastanawiać co sprawia, że niekiedy nie potrafimy sobie stawiać celów i gonić za marzeniami?

Myślę, że nie będzie przesadą jeżeli powiem, że większość ludzi na świecie nie wychodzi poza ramy, a nawet płótno. Nie chcą i nie mogą. Mają wewnętrzne i zewnętrzne ograniczenia. Boją się inaczej pokierować swoim życiem niż rodzice, znajomi, otoczenie. Niektórzy nawet wmawiają, że tak wygląda życie i nic więcej nie ma za tymi drzwiami. Nie wyznaczają sobie wielkich celów, nie pozwalają sobie na marzenia, oprócz tych oczywistych w stylu tygodniowego urlopu od pracy. Jednak są też ludzie, którzy nie mają potrzeby rzucania się w wir przygód i rewolucyjnej zmiany życia i otoczenia. Być może boją się utraty bezpieczeństwa, które utożsamiają z powtarzalnością. To jest normalne. Nie jesteśmy tacy sami, nie ma przymusu dokonywania rzeczy wielkich, zwariowanych, żyć na adrenalinie. Ale warto zadać sobie pytanie: czy naprawdę nie pozwalamy sobie na wielkie marzenia, bo wynika to z naszej osobowości, czy ktoś wmówił nam, że czegoś nie powinniśmy albo nie potrafimy?

Wszystko zaczyna się w głowie. Jeżeli przeszło Ci przez myśl, że możesz zwiedzić Amerykę Południową, założyć własną firmę, obronić doktorat, rzucić etat i zająć się hodowlą kóz, pracować jako wolontariusz w Nepalu, nauczyć się jeździć na nartach czy zjeść naraz kilogram cukierków, to nic nie stoi na przeszkodzie, oprócz Twojego umysłu.

Człowiek  z natury jest leniwy, póki nie widzi wyraźnie korzyści jakich może doświadczyć. Dlatego nie twórzmy na siłę noworocznych celów, spójrzmy na nie z innej perspektywy. Nie musimy robić tego co wszyscy, jeżeli przyjemność w życiu sprawia nam gotowanie, to załóżmy bloga kulinarnego albo firmę cateringową, albo po prostu gotujmy dla bliskich. Jeżeli lubimy poczucie satysfakcji z ukończenia maratonu, to przygotowujmy się do tego. Może to truizm, ale posiadanie celu pozwala na skoncentrowanie się na kierunku i dostosowanie swoich działań do wszystkiego, co wiąże się z celem.

Ale jak wyznaczyć swój cel? Nie oszukujmy się, nie rodzimy się z planem na życie. Jedni ludzie mają wyraźne predyspozycje do czegoś i mogą się rozwijać w danym kierunku. Inni, czyli większość, muszą odnaleźć własną drogę, pomyśleć co chcą robić w życiu i co da im szczęście. Bez refleksji tego nie ustalimy, egzystowanie z dnia na dzień i czekanie aż coś się samo stanie też nie pomoże. Każdej akcji towarzyszy reakcja (I. Newton), więc starajmy się działać na wielu polach, nawet po omacku, znajdziemy w końcu coś, co zmotywuje nas do działania. Najważniejsze żeby wciąż nam się chciało.

Brak wiary we własne możliwości to chyba najgorsza rzecz, która może nam się przydarzyć jak już ustalimy swój cel. W pewnym momencie może pojawić się przekonanie, że nie ma sensu czegoś robić, bo niezależnie od tego, co zrobię i tak nic się nie zmieni. Ten sposób myślenia to tzw. wyuczona bezradność. Jednak nawet na samym końcu drogi mogą pojawiać się strach i zwątpienie we własny cel i marzenia. Wspomniana podróżniczka planując wyprawę dookoła świata miała moment niepewności, pewną myśl by rzucić to wszystko i  schować się przed światem. Chyba najlepszym sposobem jest potraktować tę niepewność jako nieodłączny element spełniania marzeń i być przygotowanym na niego, przypomnieć sobie po co to wszystko robimy i jaką uzyskamy korzyść.

Strach przed porażką pojawia się wraz ze zmęczeniem. Ekscytacja mija i przestajemy wierzyć, że osiągniemy sukces, a wręcz przeciwnie: myślimy że nasze wysiłki pójdą na marne. Bez nadziei i wiary w powodzenie, nasza motywacja spada. Na tym etapie dokonujemy przeważnie wyboru: czy iść dalej tą drogą czy zboczyć z niej. Niestety, zawsze łatwiej jest znaleźć jakąś wymówkę niż zakasać rękawy.

Kiedyś wyznaczyliście sobie poważny cel i nic z tego nie wyszło? Też tak miałam, wiele razy. Okazywało się jednak, że cel był sztucznie wytworzony, nie wynikał z refleksji tylko potrzeby działania i strachu przed staniem w miejscu. Kolejne porażki przynosiły tylko kolejne rozczarowania. Jednak porażka nie jest wyznacznikiem waszego słabego charakteru, jest tylko informacją zwrotną, że coś robicie nie tak jak trzeba. Dzisiaj jestem w miejscu, gdzie postawiłam sobie kilka kolejnych celów i planuję w jaki sposób mogę je zrealizować. Może się to stać za rok, dwa, a może nigdy. Dlaczego nigdy? Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co może się przydarzyć po drodze. Być może realizując swój cel, dostaniemy życiową szansę na realizację czegoś innego, a może zmieni się nasza perspektywa i podejście do życia.

Na początku wpisu postawiłam pytanie co sprawia, że nie potrafimy sobie stawiać celów w życiu. W przypadku Nadii trzeba by raczej postawić pytanie co sprawia, że stawiamy sobie aż takie niesamowite cele. Ale to do niej należy odpowiedź. Ja nie wyruszyłabym w samotna podróż dookoła świata, nie mam do tego odpowiedniej osobowości, chociaż rozumiem motywacje. Nadii szczerze kibicuje i trzymam mocno kciuki, jej wyprawę można śledzić na blogu www.nadiavstheworld.com. Warto uczyć się od takich osób.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s