Kryzys męskiej asertywności

7117808625_fea9317c5e_o

Programy telewizyjne, czasopisma czy blogi w dużej mierze skupiają się na kobietach. To one są najczęściej obiektem obserwacji i analizy. Ich zachowania i wybory poddawane są społecznej dyskusji. Dzięki ich skomplikowanej i nieodgadnionej naturze (nawet dla nich samych) świat może wydawać się taki niejednoznaczny i kolorowy… 

Wszystko tworzone jest dla kobiet i z myślą o nich. Męski świat jest całkowicie podporządkowany kobietom. To dla nich mężczyźni dbają o sylwetkę, wybierają ubiór, rozwijają zainteresowania, a nawet myją się codziennie. Robią wszystko to, co może zaimponować płci pięknej. Wszystko to jest podyktowane męską seksualnością, własnym poczuciem wartości i pragnieniem zdobycia wybranki. Obecność kobiety motywuje mężczyznę do działania na każdym polu, od rzeczy prozaicznych, codziennych po rzeczy wielkie, o ogromnej wadze.

Póki mężczyzna jest na polowaniu wszystko jest w porządku, sytuacja zmienia się, gdy uwije już gniazdko ze swoją wybranką. Przez cały okres godów rozkochiwał się w jej wdziękach, poznawał charakter, zwyczaje, uczył się jej ciała i ducha. Do tego dążył, o to się starał. Taki był plan. Nagle jednak zorientował się, że coś nie poszło zgodnie z planem, mimo iż są zakochani, to nie potrafią wspólnie żyć i ułożyć relacji na bazie silnych fundamentów. Mijają się w oczekiwaniach i potrzebach. Po co to wszystko? Okazuje się, że natura tak nas zaprogramowała. Jako zwierzęta rozumne musimy przedłużyć gatunek i starać się zdobyć partnera o pożądanych cechach. Natura wszystkiego za nas nie załatwi, komunikacji i budowania relacji musimy nauczyć się sami, czy to z dorosłym czy z dzieckiem.

Niekiedy mam wrażenie, że mężczyzna nie wie czego chce, a jak w porę się nie dowie, to kobieta mu z chęcią powie. Podobno skoro już mieszka się razem to wypadałoby wziąć ślub, więc kobieta marzy o pierścionku na palcu, pięknej sukni, romantycznej atmosferze. Kiedy już związek jest zalegalizowany, to przychodzi czas na dzieci. Mężczyzna nie protestuje, to jest dla niego naturalne, że prędzej czy później będą mieć potomstwo. Tylko problem w tym, że dziecko nie rodzi się z wymaganymi umiejętnościami i wiedzą potrzebną do życia. Trzeba tego małego człowieka ukierunkować, pokazać mu świat. Niestety, spotykam na swojej drodze wielu biernych ojców. Mają dziecko, bo żona chciała. Brakuje im refleksji, a przede wszystkim chęci. Motywacja bierze się z reguły ze świadomości słusznego wyboru i konsekwentnego podążania obrana drogą. Kobiety czasem popełniają jeden, ogromny błąd: zmuszają do ojcostwa. Bo one pragną dziecka. Pragną dziecka czy stworzenia szczęśliwej rodziny? I tu kobietom też brakuje refleksji. Rządzi nimi natura. Albo egoizm.

Mężczyzna nie będzie dobrym ojcem jeśli nie ma potrzeby posiadania potomstwa. Z reguły nadchodzi ona z wiekiem i doświadczeniem. Niestety, nie potrafią przekazać tego swojej partnerce, poddają się na starcie. Ona chce dziecka, więc zrobimy dziecko, jakoś to będzie. Takich ojców z przymusu obserwuję codziennie, brak im cierpliwości by uczyć dziecko życia, sadzają małego człowieka w piaskownicy i mówią „baw się grzecznie”. Brak im pomyślunku by pokazać dziecku świat i wytłumaczyć zasady, które w nim panują. Są znudzeni do granic możliwości, snują się za swoimi żonami i wózkiem. Krzyczą jeżeli dziecko zaczyna rozrabiać z nudów, przebywając trzecią godzinę w centrum handlowym. A przecież dziecko potrafi doskonale poruszać się w świecie niuansów, umie rozpoznawać nastrój, najczęściej szuka prostych odpowiedzi, doskonale wyczuwa kłamstwo i niepewność rodzica, nie dociera do niego argument: „bo tak” lub „bo jestem Twoim ojcem”. Tym bardziej z przyjemnością obserwuje się ojców, którzy potrafią zorganizować dziecku czas, szczególnie na naukę i kreatywną zabawę.

Odnoszę wrażenie, że na świecie jest mało w pełni świadomych ojców, pragnących wychować nowego człowieka i przekazać mu wartości. Więcej jest ludzi bezrefleksyjnych. Trzeba mieć dzieci, to normalne, moja babcia miała dziecko, moja matka miała dziecko, wiec i ja sobie zrobię. Produkujemy zagubionych, nieszczęśliwych, a przede wszystkim nieprzygotowanych do życia ludzi. Nie chce nam się rozmawiać i komunikować z dzieckiem. Wymagamy posłuszeństwa, nie odpowiadamy na pytania, oddajemy wychowanie nauczycielom, porównujemy do rówieśników: Agatka z 4b jest taka sympatyczna, mądra, dobrze się uczy, potrafi bawić się z koleżankami, często zgłasza się do odpowiedzi. Agatka z 4b jest pewnym wytworem naszej wyobraźni, punktem odniesienia do naszej pracy wychowawczej, a zarazem celem niemożliwym do spełnienia. To, jakie jest nasze dziecko, jest także oceną wystawioną samemu sobie, może przekładać się na poczucie własnej wartości. Najgorsze jest to, że chcemy mieć wyniki, a nie chcemy na nie pracować.

Dla wielu z Was takie postawienie sprawy może być dość skrajne i stereotypowe, jednak (niestety!) dotyczy wielu rodzin. Nie doprowadzajmy do tego, by dziecko – zamiast przeżyć przygodę podczas niedzielnego spaceru – płakało albo wycofało się w głąb siebie. Ten mały człowiek nie musi tego znosić, tylko dlatego, że Wy chcieliście mieć dziecko.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s