Rozwolnienie obyczajów #1

1

Jest pewna granica w kwestii poziomu tekstów blogowych, której zwyczajnie nie można przekraczać. Właśnie z tego względu tym bardziej chcemy znaleźć się po drugiej stronie…

Codziennie wertuję nowe blogi, szukam ciekawych artykułów, felietonów, opowiadań. Naprawdę ciężko jest wyłapać prawdziwe perełki, najczęściej znajduję teksty o niczym, albo o wszystkim, co prowokacyjne, wyuzdane i wulgarne. Stąd tytułowe „rozwolnienie obyczajów”.

Nie wiem co Wy na ten temat sądzicie, ale słowo pisane jest dla mnie święte. Artykuły cały czas żyją i będą żyć w przestrzeni internetowej. To w jaki sposób piszemy świadczy o naszym poziomie, kształtuje nasz wizerunek, a przede wszystkim pokazuje nasz rozwój, czy to kulturalny, czy intelektualny. Nie chciałabym za kilka lat wrócić do swoich tekstów i ze wstydem patrzeć w przeszłość i swoje twórcze początki. Oczywiście możemy brnąć w pewną konwencję, kształtować wizerunek osoby sarkastycznej, nieco wyuzdanej. Przecież jesteśmy zwariowani, młodzi, z wielkich ośrodków i… z ograniczonym zasobem słów. Zastanawialiście się czy bloger, który co drugi wpis tytułuje: „ch*jowe sposoby na poderwanie faceta”, „10 zaje*istych porad, które odmienią wasze życie”, „dlaczego faceci to piz*y (…)”, zostanie kiedyś zaproszony do panelu dyskusyjnego? Raczej nie. Osoby organizujące eventy muszą mieć pewność, że osoba będzie potrafiła się wysłowić, bez cenzurowania wypowiedzi, nie mówiąc już o merytorycznym sensie. Oczywiście sytuacja się zmienia gdy przebywamy w gronie bliskich znajomych, pozwalamy sobie na więcej, poza tym nasze słowa są ulotne, a znajomi wiele są w stanie znieść i wybaczyć, bo po prostu nas znają.

Książki, felietony, opowiadania czy artykuły mają o wiele większą wartość, a opinia o autorze jest kształtowana bardzo powierzchownie, na podstawie kilku pierwszych zdań. Podobnie traktuję blogi, które niejako wykształciły się z pamiętników, ewoluując i przyjmując nieco zmienioną formę. Gdy widzę nagłówek z jakimś wulgaryzmem, traktuję to jako tani chwyt dla przyciągnięcia uwagi i zwyczajnie omijam blog, zakładając, że treść jest równie płytka. Niestety, wielokrotnie się mylę, gdyż za takimi wpisami stroją niekiedy bardzo inteligentne osoby, które celowo nie chcą bądź nie wiedzą, że mogą wejść na wyższy poziom.

Oczywiście można się sprzeciwiać, że to jest tylko pewien rodzaj dostarczania rozrywki, dla ludzi z dystansem i poczuciem humoru. Tak, zgadza się, ale pamiętajmy, że w ramach rozrywki możesz komuś obić ryja albo iść do teatru.

Dużym błędem jest założenie, że to bloger powinien dopasować się do obecnego czytelnika. Powinno być dokładnie odwrotnie. Tworząc ambitne treści skupiamy wokół siebie takich samych czytelników, o odpowiednim poziomie kultury. Jest ich na pewno w naszym kraju mniejszość, ale są i trzeba do nich dotrzeć. Mamy taki piękny język, po co opisywać otaczającą nas rzeczywistość tylko jednym słowem: „zaje*iste”, czy ktoś się zastanawia od czego ono pochodzi? (Co jest takie fajne, że jest warte je*ania?)

Ktoś powie: Pieprzyć konwenanse! Kto powiedział, że trzeba się tak a tak zachowywać? Gdzie to jest zapisane? Otóż jest to zapisane w kodzie kulturowym. Nie zaniżajmy poziomu i tak zaniżonego za czasów PRL. Nie mam nic przeciwko skracaniu dystansu, ale zachowajmy jakiś poziom dyskusji. Niestety ludzie są przyzwyczajeni do ściągania kogoś w dół, zamiast wypychania do góry. Jeżeli większość nie ma większych aspiracji to próbuje zdominować jednostkę, tłumacząc to egalitaryzmem, zarzucając sztywność, brak nowoczesności, bądź luzu. Pomijając najróżniejsze przekleństwa w tekstach, kolejnym czynnikiem obniżającym standardy jest ogromna ilość kolokwializmów i nowomowy. Niestety, język promowany na blogach zawiera pewnego rodzaju nowomowę. Odkąd przeczytałam Orwella mam spore opory, by się nią posługiwać.

Sęk w tym, że można wchodzić na salony prezentując swoją oryginalność, kreatywność, niecodzienne podejście do świata, jednocześnie szanując zastane normy i uwzględniając konwenanse. Można iść na kolację do prezydenta, ubrać garnitur, a jako dopełnienie stroju muchę w czerwone grochy. Szanujmy konwenanse, ale pokażmy też swoją niezależność.

Każdy bloger tworzy swoją własną przestrzeń, mogło by się wydawać, że blogosfera tworzy wyjątkową enklawę, jedyne miejsce gdzie może bez zahamowań wyrażać siebie. Jednak powyżej pewnej liczby czytelników występuje tzw. odpowiedzialność społeczna, może ktoś o niej słyszał… Blogerzy poprzez luźny przekaz tworzą trendy, zacierają granice, coraz częściej powstają blogi naśladujące swoich poprzedników. Co za tym idzie – treści mogą być coraz mniej wartościowe, blogerzy operują tanimi chwytami, są rozleniwieni intelektualnie, nic wartościowego nie wnoszą, a wszystko po to, by czytelnik także popłynął tym nurtem.

Na koniec wyobraźcie sobie, co czujecie oglądając serial taśmowy, a następnie wielkie dzieło kinematografii. W tym momencie trzeba sobie zadać pytanie: czy chcesz żeby ludzie traktowali Cię jak tanią rozrywkę, czy jako wyraz wyższej kultury?

***

Blog został przeniesiony na nową domenę http://www.mowawiazana.pl

Zapraszam do obserwowania www.facebook.com/mowawiazana

Reklamy

One thought on “Rozwolnienie obyczajów #1

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s