Dlaczego lubimy Lidla? Czyli co łączy blogerkę modową z Legią

1

Wpis niekoniecznie będzie o wyżej wymienionym dyskoncie i blogerce, a raczej o sposobie traktowania polskiego konsumenta, na przykładzie dużych marek, blogosfery i prezesa Legi. Lecz odpowiadając na tytułowe pytanie: lubimy Lidla przede wszystkim za to, że nie traktuje konsumenta jak idioty. Za sprawą dobrego marketingu oferuje nam co tydzień inne produkty inspirowane krajami z całego świata. Tydzień włoski, hiszpański, grecki – już nie mogę się doczekać co wymyślą, jak skończą im się kraje. Ponadto możemy kupić produkty dobrej jakości, a niektóre nawet w niskiej cenie. Oferta jest dopracowana do perfekcji, dokładnie te produkty są w sklepie, których potrzebujemy w danym czasie. Wszyscy poczuli powiew wiosny – Lidl przygotował ofertę grillową, następnie – piwne smaki, rozpoczął się sezon wakacyjny – oferta dla podróżników.

Konsument to cwana bestia, nie da się tak łatwo nabrać na tanie chwyty reklamowe, na dodatek wszystko jest w stanie zweryfikować, a nawet opisać na blogu wady i kruczki procesu zakupowego, docierając tym samym do nawet kilkudziesięciu tysięcy innych konsumentów. Jeżeli chodzi o mnie – lubię być oszukiwana, ale w inteligentny i wysublimowany sposób. To wygląda jak flirt, niewinna gierka, w której obie strony dialogu doskonale znają reguły, ale lubią być zaskoczone nieprzewidywalnym ruchem. Tak też wygląda gra: marka vs. konsument. Możemy doskonale zdawać sobie sprawę, że marka stosuje chwyty marketingowe, ale jeżeli są inteligentne – uśmiecham się pod nosem, „kupuję” ten chwyt i wychodzę ze sklepu z produktem. Widzicie różnicę? Nie dajmy się nabrać, miejmy z tyłu głowy, że jesteśmy częścią sprawnie działającej machiny.

Gorzej sytuacja wygląda, gdy marka próbuje dotrzeć do dość specyficznej grupy docelowej, takiej, która nie ma własnych pieniędzy i nie może ich wydać. Mowa oczywiście o dzieciach. Są one już od najmłodszych lat przyzwyczajane do określonych produktów czy marek. Kształtowanie takich postaw procentuje oczywiście w przyszłości, kodując zapis, które produkty są wartościowe, a które nie. Takie i inne sposoby manipulacji można poznać na blogu Konsumentalista, traktującym o trikach i sztuczkach marek oraz kształtowaniu trendów.

A teraz zastanówmy się przez chwilę, dlaczego powstają nowe trendy? Dlaczego coraz częściej przewijają się te same hasła odnoszące się na przykład do przemysłu żywieniowego? Osoby, które częściej sięgają po literaturę związaną z dietetyką na pewno je zauważą: eko, potrawy bezglutenowe, komosa ryżowa, jagody acai, amarantus, itp. Oczywiście nie popadajmy w paranoje, zdrowe trendy są jak najbardziej wskazane, nie trzeba być spostrzegawczym, by zauważyć do czego teraz się sprowadzają – bezglutenowa dieta i wysportowana sylwetka. Jednak warto mieć na uwadze, że najczęściej słyszymy o określonych produktach, bo ktoś chce, żebyśmy o nich słyszeli i wydawali na nie pieniądze. Lepiej wydawać na dobre jakościowo produkty, niż na przetworzoną żywność. Sytuacja staje się groźniejsza, gdy przemysł farmaceutyczny manipuluje naszym zdrowiem – informuje o chorobach, które faktycznie są sztucznie wytworzone, a szczęśliwie marka „x” pomaga nam, znajdując skuteczny lek, niejako rozwiązanie naszych problemów, przy okazji pakując sobie do kieszeni olbrzymie pieniądze.

Kolejny przykład dotyczy transparentności blogosfery – działalności, która coraz częściej jest ukierunkowana na konkretny zysk, poprzez współpracę z markami. Blogerzy, rzecz jasna bazują na zaufaniu społecznym, docierają do określonej grupy konsumentów niekiedy w bardziej efektywny sposób niż sama marka, bazując na sile rekomendacji. Co ciekawe, coraz częściej mówią głośno o swojej strategii oraz ujawniają swoje dochody Czyli są jakby bliżej nas, jak serdeczny znajomy, który podpowiada jakie są trendy, jakich kosmetyków używać, jaki tablet kupić czy gdzie jechać na wakacje. Znana blogerka modowa – Fashionelka – mówi wprost o swojej strategii po burzy jaką rozpętała po zakupie Chanelki (panowie, chodzi o torebkę): „nosze drogie marki, odzywają się do mnie podobne marki, reklamuję dobre jakościowo produkty. Dobre, mocne marki nie zareklamują się na blogu, który nie pokazuje rzeczy z podobnej półki. U mnie to działa już ładnych parę lat. Dlatego piszę o inwestycji. To inwestycja w wizerunek”. Brawo za szczerość i przemyślaną strategię.

Co robi kolejny bloger – edukator finansowy z Jak Oszczędzać Pieniądze? Zdradza sposób na zarabianie dzięki wysoko oprocentowanej lokacie, otrzymując za same polecenia ok 70 tys. zł.  Kolejne brawa – nie współpracuje z bankiem oferującym lokatę, podaje także inne źródła, z których także możemy założyć lokatę, opisuje proces i kruczki lukratywnej oferty banku, radzi co zrobić by osiągnąć największe korzyści. Jednym słowem bazuje na zaufaniu konsumentów. Uczciwa transakcja – coś wam daję, coś otrzymuję. Transparentność w każdym calu.

By wpis był dostępny, a myśl przejrzysta, posłużę się jeszcze jednym przykładem prosto z Legii Warszawa. Bogusław Leśnodorski – obecny prezes klubu, zadziwia swoim podejściem do biznesu. Dlaczego? Przede wszystkim ze względu na jego niesamowitą komunikatywność, samodzielność, pracowitość i zaangażowanie – jednym słowem: dobre wejście, dobry PR. Bez problemu wchodzi w relacje z dziennikarzami, schodzi z piedestału, jest ludzki. Podkreśla dążenie do wspólnego celu. Jest otwarty na dyskusję i nie ukrywa porażek. Zapytany o przegraną Legii, nie stara się tłumaczyć, tylko podkreśla, że tak jak wszystkim, zależało mu na wygranej, ale nie wyszło. Nie próbuje być na siłę elokwentny, a nawet mówi wprost dziennikarzom, że czuje się niekiedy skrępowany, bo marynarki są niewygodne. Jak widać strategia jest dopracowana do perfekcji, ma wywołać określoną reakcję, odczucia u odbiorcy (ja nazwałabym go „swój chłop…”). Jest jedna podstawowa zasada: ludzie zapomną, co ktoś powiedział, ale nie zapomną jak się czuli przy tej osobie. Wrodzony wdzięk to + 10 do dobrego wizerunku. Odbiorca to kupuje i nie czuje się oszukany.

Czuję, że nareszcie nadchodzi czas traktowania klienta jako godnego przeciwnika (a nawet sprzymierzeńca!), a nie osoby, której możemy wszystko wmówić, niezależnie czy akurat będzie to konsument, czytelnik czy kibic. Możemy pożegnać się już z PRL – „nie ma bigosu, ale może być kapuśniak”. Boom bezmyślnego konsumpcjonizmu odchodzi w niepamięć – chcemy pełnowartościowych produktów, pragniemy uczciwego traktowania i jawności działań. Wszystko działa, poza polityką.

Reklamy

5 thoughts on “Dlaczego lubimy Lidla? Czyli co łączy blogerkę modową z Legią

  1. Przyznam szczerze, że mam na bakier z ekonomią, nie wiem jak to możliwe, ale wydaje więcej niż zarabiam 😀 dlatego czytam Twoje rady, dzięki Ci za to!

    1. Andrzeju zgodzę się z tobą. Większość osób od najmłodszych lat jest bombardowana treściami uczącymi nas pracy i zaciskania pasa.
      Czasami lepiej zastanowić się jak zdobyć dodatkowe pieniądze, i zapomnieć o ograniczeniach które nam wmówiono.

      Naprawdę warto szukać dodatkowych źródeł dochodu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s